W dniach 17-19 kwietnia, w Bielsku-Białej, na terenie Akademii Techniczno-Humanistycznej (ATH), odbyły się VIII Dni Wolnego Oprogramowania – jedna z największych tego typu imprez w Europie.

Konferencja – organizowana przez Fundację Mikstura.IT, ATH oraz koło naukowe Reset – nie jest przeznaczona dla wąskiej grupy „jajogłowych” specjalistów. Wręcz przeciwnie, każdy może wziąć udział w wielu przystępnych prezentacjach, warsztatach oraz innych wydarzeniach towarzyszących, które swoją tematyką wykraczają poza wąsko rozumiane zagadnienia techniczne dla wtajemniczonych. Co więcej, nawet tematy techniczne zostały przedstawione w sposób bardzo przystępny dla nowicjuszy i ludzi rozpoczynających swą przygodę ze światem IT.

W ostatnim artykule opisałem Internet Rzeczy. Dzisiejszy artykuł jest kontynuacją poprzedniego i opisuje wyścig dronów i warsztaty z Raspberry Pi.

Gorąco zachęcam do lektury pierwszego artykułu Powrót do przeszłości czyli Muzeum Komputerów podczas VIII Dni Wolnego Oprogramowania, by móc naprawdę poczuć, jak technologia zmieniła się w ciągu ostatnich 30 lat.

Wyścig jakiego jeszcze w Polsce nie było

Sobota, wcześnie rano. Na chwilę opuszczam Muzeum Komputerów i wychodzę na zewnątrz budynku “L” Akademii Techniczno-Humanistycznej, gdzie za kilka godzin ma się odbyć pierwszy oficjalny wyścig dronów w Polsce.

Mimo coraz mroźniejszego powietrza, surowej pogody, która ni w ząb nie przypomina wiosennej aury w kraju przywiślańskim, przygotowania do imprezy idą pełną parą. Gdyby nie cena przeciętnego profesjonalnego drona – sięgająca grubo powyżej kilku tysięcy złotych, można by pomyśleć, że te małe maszynki wydające charakterystyczne bzyczenie niczym rój pszczół, to jakaś chińska tandeta. Nic bardziej mylnego.

Raczej pierwsze co przychodzi mi na myśl patrząc na drony i ich operatorów to wyścig maszyn w pierwszej części nowej sagi – „Mrocznym widmo”. Natomiast widok operatora, który ma podgląd na żywo z kamery zamontowanej na dronie – budzi nie tylko respekt, ale i niedowierzanie…

Mijają kolejne minuty, pogoda robi się coraz bardziej nieprzystępna, tak by skutecznie odstraszyć najwytrwalszych. Z racji opóźnionego wyścigu i rozpoczynających się za chwilę warsztatów z programowania komputerów Raspberry Pi, postanowiłem wybrać się na warsztaty. Relację z wyścigu, który na szczęście się odbył, obejrzyjcie sami.

Malinowy komputer

Kiedy stawiłem się punktualnie na warsztatach z Raspberry PI, nie spodziewałem się tak dużej frekwencji. Właściwie z lenistwa wciąż nie znałem różnicy pomiędzy Arduino a Raspberry, ale dzięki pomocy Błażeja Faliszka z MalinowePi, którego poprosiłem o ocenę merytoryczną tej części, w końcu się dowiedziałem.

Z elektroniką miałem tyle wspólnego co z czarną magią… kiedyś może coś tam udało mi się zlutować (i nie oparzyć!) i na tym się skończyło. W szkole podstawowej miałem dwóch kolegów, którzy jak na swój wiek znali się na elektronice jak na czarnej i białej magii… mieli dryg i pasję zamawiając układy scalone i następnie tworząc np. analogowe podsłuchy (komunikacja przez radio), generatory dźwięków typu syrena strażacka, policyjna, czy przygotowując lampy stroboskopowe na szkolne dyskoteki. W czasach kiedy jeszcze internetu nie było, a wszelką wiedzę zdobywało się jedynie z papierowych książek i magazynów branżowych. Szacun.

Wraz z kolegą z pracy siadam przy stanowisku i dostajemy pierwsze zadanie: podłącz diodę do układu, by się zapaliła. Grubymi paluchami próbujemy rozgryźć jak wykonać tę akrobację, ustawiając się do kolejki potrzebujących pomocy od prowadzących. Na całe szczęście nie zdążyliśmy jeszcze spalić diody, kiedy w samą porę otrzymaliśmy podpowiedź wartą 1000 punktów: „prąd płynie tak i tak, stąd a następnie tam, ale nie zapominajcie o rezystorze”. „Rezystor”… „resist”… „opierać”, „opór”… coś nam dzwoni, ale nie wiemy gdzie… To pewnie służy do tego, by napięcie nie było za duże i dioda nie posz… Nie zdążyliśmy krzyknąć radośnie kiedy nasz mistrz wyczuwając dyletanctwo oświecił profanów tłumacząc jak krowie na rowie: „pokażę wam, to proste”. Świeci!

Wpatrzeni wciąż w czerwone światełko diody nie sądziliśmy, że część podłączenia tego cacka do Raspberry pójdzie jak bułka z masłem (oficjalnie, oczywiście, muszę nieco ratować twarz, dlatego imienia kolegi, który rozpoczynał tegoroczne DWO, dla celów marketingowych nie ujawnię).

Łączymy się poprzez SSH z naszą malinką i wrzucamy na jej serwer ściągnięty wcześniej skrypt napisany w języku Python, który będzie sterował naprzemiennym zapalaniem i gaszeniem diody. Moment, w którym udało się to osiągnąć był dla mnie nie mniejszą frajdą od pogrania na starych komputerach dzień wcześniej.

Przykład jest może i trywialny, ale warto tutaj wspomnieć, dla osób mniej obeznanych w technologii, że Raspberry niesie ze sobą nieograniczone możliwości. Idea, która przyświecała stworzeniu Raspberry to pomóc młodemu pokoleniu zrozumieć jak działają komputery, jak je można programować – czyli właśnie powrót do przeszłości, w której ojcowie swoich pociech uczyli się programować na Amigach czy Commodore.

Raspberry jest także utożsamiane z erą „zrób to sam” (ang. DIY – Do it Yourself). W amerykańskim serwisie crowdfundingowym Kickstarter można znaleźć wiele projektów bazujących na Raspberry, które odniosły sukces zbierając setki tysięcy dolarów finansowania.

Mimo, że dziś trudno znaleźć nastolatka, który nie ma komputera i dostępu do nieograniczonych zasobów informacji, przekazywanie wiedzy o programowaniu młodszemu pokoleniu jest wyzwaniem – bo wiedza ta jest dla nich czymś bardzo abstrakcyjnym. Dzięki Raspberry to, co tworzymy jest namacalne – może się ruszać, latać, jeździć a dodatkowo komunikować z całym światem. Jeśli jednak wciąż nie jest to przekonywujące, można wykonać dość oryginalne selfie.Ukłony dla tego, kto sam wykona selfie z drona, którego złożył, lub wymyśli coś bardziej oryginalnego. Jak to mówią Amerykanie “Sky’s the limit”.

Grupy zrzeszające fanów “malinki” stały się tak samo popularne jak grupy Coderdojo. Jeśli mieszkasz na Śląsku masz niepowtarzalną okazję nauczyć się czegoś nowego na spotkaniach Śląskiej grupy Raspberry Pi. Łukasz Oleś i Błażej Faliszek, chłopaki z grupy, którzy zorganizowali warsztaty podczas DWO pokazali, że można nie tylko pokazać coś niesamowitego, ale i zarazić swoją pasją innych ludzi. Mam małą nadzieję, że posyłając tę dobrą nowinę dalej zachęcę innych do spróbowania w najbliższym czasie Raspberry.

Więcej informacji można także otrzymać czytając blog MalinowePi oraz grupę na Facebooku.

Technologia a “czynnik ludzki”

Podczas DWO oprócz Internetu Rzeczy, Dronów swoje miejsce miała także technologia Wirtualnej Rzeczywistości (ang. Virtual Reality) i Rozszerzonej Rzeczywistość (ang. Augmented Reality). Chociaż te ostatnie nie są wynalazkiem ostatnich miesięcy (pierwsze symulatory pojawiły się w technologiach dla wojska – zanim komputery klasy PC trafiły pod strzechy naszych domów), zebrawszy całość w jedną kupę, można odnieść wrażenie, że powoli nadchodzi “bunt maszyn”, opisywany przez wielu jako rezultat coraz inteligentniejszych urządzeń.

Na samym początku lat 90. XX wieku w pewnej książce wyczytałem prognozy, że w roku 2000 głównym środkiem transportu będą pojazdy unoszące się nad powierzchnią, znane z takich kreskówek jak Jetsonowie czy Futurama.

Choć niektórzy bardziej sprytni próbują budować takie maszyny, prawda jest taka, że z biegiem czasu powyższe wynalazki staną się tak samo powszechne jak dziś Internet. Internet, który początkowo miał zastosowanie w wojsku, a później jako narzędzie do współpracy dla pracowników naukowych – przesył danych między uniwersytetami, stał się czymś, co “od zawsze istniało”.

Technologia czy komunikacja przy jej pomocy nigdy nie zastąpi człowieka w pewnych obszarach. Wiadomości tekstowe czy rozmowy wideo nigdy nie przekażą emocji, które wyzwalają się podczas rozmowy twarzą w twarz. E-learning w żaden sposób nie zastąpi nauczyciela, mentora czy ostatnio modnego coacha. Choć postęp technologiczny zawsze wiązał się z redukcją zatrudnienia (szczególnie w przemyśle), to człowiek dzięki swojej kreatywności i posiadania “sieci neuronowej” może zaprząc technologię do czegoś dobrego. Kiedy tak się stanie, podłączone do sieci zmywarki, lodówki, o których na ostatnim spotkaniu Mikstura.IT mówił Heniek Konsek nie staną się tak straszne.

W każdej firmie najcenniejszym aktywem są ludzie. Jeśli tylko pozwoli się im wzrastać w rozwoju poprzez obdarzenie zaufaniem i możliwością proaktywnego działania, nigdy nie padną słowa “na twoje miejsce jest dziesięciu” czy obawa, że możesz zostać zastąpiony przez tańszą maszynę.

W następnej, ostatniej już części, przedstawię podsumowanie z tegorocznych DWO.

jeśli jeszcze ktoś nie miał okazji obejrzeć jak wyglądała tegoroczna edycja DWO, zamieszczam filmik:

Pozostałe materiały warte obejrzenia: