W dniach 17-19 kwietnia, w Bielsku-Białej, na terenie Akademii Techniczno-Humanistycznej (ATH), odbyły się VIII Dni Wolnego Oprogramowania – jedna z największych tego typu imprez w Europie.

Konferencja – organizowana przez Fundację Mikstura.IT, ATH oraz koło naukowe Reset – nie jest przeznaczona dla wąskiej grupy „jajogłowych” specjalistów. Wręcz przeciwnie, każdy może wziąć udział w wielu przystępnych prezentacjach, warsztatach oraz innych wydarzeniach towarzyszących, które swoją tematyką wykraczają poza wąsko rozumiane zagadnienia techniczne dla wtajemniczonych. Co więcej, nawet tematy techniczne zostały przedstawione w sposób bardzo przystępny dla nowicjuszy i ludzi rozpoczynających swą przygodę ze światem IT.

W ostatnim artykule przedstawiłem relację z obecności Muzeum Komputerów na VIII Dniach Wolnego Oprogramowania w Bielsku-Białej. Zgodnie z obietnicą dzisiejszy artykuł będzie traktował o nowych technologiach, a dokładniej o Internecie Rzeczy (ang. Internet of Things) bo temat zasługuje na osobny wpis.

Gorąco zachęcam do ponownej lektury poprzedniego artykułu, by móc naprawdę poczuć, jak wiele zmieniło się w tej kwestii w ciągu ostatnich 30 latach.

Jest jedna technologia, bez której nie powstałby Internet Rzeczy – komunikacja bezprzewodowa. Uwierzysz, że ojcem XX. wieku był Nikola Tesla? Ten wynalazca radia w 1898 roku podczas New York’s Madison Square Garden zaprezentował zdalnie sterowaną łódź motorową. Można by rzec, że Tesla bawił się zdalnymi zabawkami (które nazwał tele-robotami) „before it was cool”. Przenieśmy się zatem z przeszłości do przyszłości, która tak naprawdę rozgrywa się tu i teraz.

Internet, który stał się Rzeczą

Późne popołudnie w piątek. Główna aula wypełniona po brzegi. Za 5 minut Wojciech Bachta ma rozpocząć prezentację „Mikronawigacja i iBeacony”. Mimo to do ostatniej chwili można poczuć niesamowitą atmosferę wymiany myśli i doświadczeń, którą tworzą ludzie pełni pasji, i których spotykam w każdym zakątku budynku „L” ATH.

To ciekawe, że środowisko IT, w dużej mierze introwertyczne (o specyficznym poczuciu humoru połączonym z sarkazmem, z którym ciężko się przebić poza branżę IT, nie wspominając), potrafi bez chwili wytchnienia, od rana do nocy, brać czynny udział w wydarzeniach takich jak DWO, wciąż pod koniec dnia mając naładowaneakumulatory”.

Całkiem prawdopodobne, że paliwo, jak mówi pewien żart, dostarczyła nie tylko aromatyczna kawa, ale i… jabłka. Tak, nie pizza, ale skrzynki pełne jabłek, które organizatorzy DWO otrzymali od ATH. Nie wiem czy na złość prezydentowi pewnego kraju federacyjnego czy użytkownikom systemów spod znaku pingwinka.

Po pięciu minutach na scenę wchodzi Wojciech Bachta, by przedstawić niesamowitą wizję Internetu – Internetu Rzeczy. Choć wizja nie jest nowa – już ponad dziesięć lat temu prasa branżowa rozpisywała się o inteligentnych domach (choć nie oddaje to w całości czym jest Internet Rzeczy), dopiero teraz pojawiła się technologia, by móc nadać wizji realny kształt.

By nieco przybliżyć czym jest Internet Rzeczy, podam kilka przykładów, z których już wiele jest wykorzystywanych na co dzień. Wyobraź sobie taką sytuację. Koniec pracy. Wracasz do domu, a samochód na przedniej szybie wyświetla nie tylko nawigację, ale informacje o zatłoczeniu ruchu (ang. Head-Up Display), które pomagają dotrzeć szybciej do domu.

Nie dotykając ani przez chwilę kierownicy, po chwili docierasz na miejsce. Palący skwar sierpniowego słońca nie jest już tak dotkliwy, więc szyby w oknach automatycznie dostosowują się do natężenia światła, przepuszczając go nieco więcej (nic nie stoi na przeszkodzie by „wyświetlały” dowolną „tapetę”). Równocześnie czujniki kontrolujące nawodnienie „domowej szklarni” podlewają w tym czasie pomidorki, które za chwilę schrupiesz na kolację.

Słońce chyli się ku zachodowi. Po sycącej kolacji chcesz nieco odpocząć – szyby ściemniają się, by w odpoczynku nie przeszkodzili wścibscy sąsiedzi. Załączasz Opus Schillera, a system oświetlenia dobiera odpowiednią tonację kolorów do rodzaju muzyki.

Powoli twoje powieki robią się ciężkie… spokojnie, zresztą czujnik pulsu na twojej ręce już zdążył uruchomić poprzez system oświetlenia symulację zachodu słońca tak, by w ciągu najbliższych 7-8 godzin twój sen miał odpowiedni poziom głębokiego snu.

Niemożliwe? Tak jak napisałem, zdecydowana większość wyżej opisanych przykładów już teraz jest stosowana, część – to taka moja mała wizja – choć, gdyby więcej poszukać, pewnie już takie rozwiązania istnieją.

Wracając jednak do prezentacji Bachty, prowadzący skupił się głównie na prezentacji urządzeń typu beacon, które mają stanowić trzon “inteligentnych domów”.

Jak można było się dowiedzieć, na świecie jest wielu producentów beaconów i właściwie każdy może sobie tego typu urządzenia kupić oraz w dowolny sposób dostosować. Ostatnia dekada w IT wyraźnie pokazała, że urządzenia i ekosystem muszą iść w parze, by całość mogła niezawodnie działać – a w przypadku systemów do znajdowania wolnego miejsca na parkingu nawet najmniejszy błąd może prowadzić do wielkiego chaosu.

Inne zastosowania, które szczególnie przypadły mi do gustu to systemy, które nie pozwalają zgubić się petentom w gąszczu korytarzy miejskich urzędów – a ma to szczególne znaczenia dla osób niedowidzących bądź na wózkach inwalidzkich.

Kolejnym, bardzo ciekawym użyciem są wszelkie informacje dodatkowe działające w pewnych kontekstach. Wyobraź sobie, że jesteś w Muzeum Komputerów w Katowicach i po przeczytaniu poprzedniego artykułu zapragnąłeś jeszcze raz doświadczyć tego niesamowitego mrugania telewizora kineskopowego, który podłączony jest z analogowym pongiem (tak, ten z niemieckimi napisami). Już nie ma potrzeby kierować się, tak jak kiedyś, swądem nagrzanego plastiku, by trafić do celu – idziesz sobie z telefonem, albo z tabletem i… zanim się obrócisz, już jesteś. Teraz najlepsze: na ekranie twojego mobilnego urządzenia masz więcej informacji: o samym urządzeniu, firmie, która go wyprodukowała, dodatkowe zdjęcia i materiały edukacyjne. Informacji tych nie sposób zamieścić na „analogowej” tabliczce obok eksponatu – nawet najlepszy przewodnik czasem zapomni wspomnieć o wielu ciekawostkach.

Już kilka lat temu zastanawiałem się, dlaczego w Bielsku nie można by wdrożyć systemu do informowania o opóźnieniach autobusów miejskich za pomocą ekranów na przystankach. Dziś, dzięki urządzeniom typu beacon takie wdrożenie byłoby tańsze – nie potrzeba żadnych tablic – wystarczy nam własny telefon.

Jak widać możliwości technologiczne są ograniczone jedynie naszą wyobraźnią i na szczęście jest coraz więcej ciekawych pomysłów, które jeszcze parę lat temu wydawały się nierealne. W kolejnym artykule przedstawię inne nowinki technologiczne, z którymi można było się spotkać podczas tegorocznego DWO, jak rozszerzona rzeczywistość, drony czy RaspberryPi. Postaram się udowodnić, że to co w przeszłości wydawało się nam science-fiction, dzisiaj staje się codzienną rzeczywistością.

Współpraca: Agnieszka Pawlicka